piątek, 8 lutego 2013

Rozdział III


Wydaje mi się, że jest do dupy, oceńcie sami... Długo nie było rozdziału, przepraszam- ferie, i na dodatek, jestem chora, już od 2 tygodni .___.
Btw. Co ile chcecie rozdziały? Pozdrawiam i życzę miłego czytania :-)
________________________
To byli oni, znali ich twarze, jeden szczupły blondyn o bladej cerze, drugi wysoki rudy mężczyzna a
trzeciego chyba każdy znał, kruczo czarne włosy, zielone oczy, owalne okulary i ta blizna. Blizna w
kształcie błyskawicy.

-Tata?! – Powiedzieli w tym samym czasie Albus i Scorpius. Dziewczyna była w szoku, no tak, mogła
się tego spodziewać, przecież są aurorami.
-Dobry wieczór... –wydusiła z oporem Laura.
-No witam, robaczki... Co wy tu robicie, o tej porze? – zapytał przyjaciół Harry. Nie mieli pojęcia, co
powiedzieć, wiedzieli że mają przechlapane...
-Scorpiusie, może zechcesz mi wyjaśnić co Ty tutaj robisz? – zapytał poważnie Draco Malfoy, tata
Score.
-Ym.. sprawdzaliśmy czy jest zimna woda – odpalił bezmyślnie Albus. Przyjaciele tłumili w sobie
śmiech. „Bujnej wyobraźni to on nie ma, ale żeby takie głupstwo powiedzieć?” pomyślał Scorpius,
który uderzył się ręką w głowę, lecz zaraz tego pożałował, na szczęście Laura uratowała sytuację.
-Albus chciał powiedzieć, że zbieraliśmy próbki na lekcję zielarstwa. – na podniesione brwi reszty
szybko dodała – To znaczy, wiemy że się dopiero rok zaczął ale… To była moja praca domowa, której
nie zrobiłam podczas wakacji. A chłopcy nie chcieli mnie samej puścić. – mówiła tak pewna siebie że
po chwili jej uwierzyli, a na poparcie i potwierdzenie słów Laury chłopcy kiwnęli głowami. Ojciec
Scorpiusa i Ala spojrzeli na siebie, wymownie poruszyli głowami, Ron który przypatrywał się im,
odrzekł.
- Lauro, znalazłaś potrzebne Ci składniki? – zapytał podejrzliwie, Laura nie wypowiadając żadnych
słów, przywołała do siebie słoiczek z glonami i innymi roślinami z jeziora, które miała w torbie. Nie
była pewna czy to jej wyjdzie, udała że grzebie w kieszeni i podała słoiczek tacie Freda.
-No no… dobrze. – Ron oddał jej słoiczek i kiwnął głowami na swoich towarzyszy.
- A teraz szybko do lochów. Skoro Laura ma to swoje zielsko, możecie wracać – powiedział ojciec
Scorpiusa.
- Jak was zobaczymy ponownie nie obiecujemy, że nie poleci w waszą stronę, jakieś zaklęcie
obronne.– powiedział Harry Potter po to, aby ich wystraszyć.
– Uważajcie na dementorów. Nie wiem czy profesor Mcgonagall, wam mówiła. Ale są wszędzie,
mam nadzieje że umiecie wyczarować patronusa ? –zapytał Ron Weasley. Przyjaciele zdębieli.
-De..de..dementorzy ? –wykrzywiła się Laura, bała się ich. Czytała o nich około tydzień temu w
książce do Obrony Przed Czarną Magią. Scorpius zilustrował wzrokiem błonia.
-To my już idziemy- mówiąc to blondyn złapał szatynkę za rękę i pociągnął w stronę zamku, za chwilę
dołączył do nich Albus. Aurorzy już odeszli w stronę zakazanego lasu. Przyjaciele weszli do zamku, po
czym udali się do lochów, byli już prawie w pokoju wspólnym, gdy spotkali Profesora Lupina, który
nauczał Obrony przed czarną magią.
-Gdzieżeście wy byli? Wszyscy was szukają! – Ted Lupin skierował pytanie do trójki Ślizgonów.
-Ted nie wkurzaj się, to moja wina – powiedziała Laura, z miną smutnego pieska.
-Laura, ja dobrze wiem że nie twoja i wiem również, że to Albus i Scorpius są stworzeni do
szwendania się po nocy, czyż nie ? –zapytał retorycznie Lupin.
-To na prawdę jej wina, sam się dziwie.- powiedział bez skrupułów Malfoy.
-Widzisz Ted? – zapytała Laura unosząc brew do góry.
-No dobrze, niech wam będzie że wierzę. Natychmiast do dormitoriów państwa zapraszam.–
powiedział stanowczo nauczyciel, który powstrzymywał się od śmiechu „Laura i takie numery... No

ładnie” pomyślał. Swój krok skierował ku górze. Przyjaciele obserwowali znikającą sylwetkę
profesora, gdy nie był już w ogóle widoczny, ruszyli do pokoju Wspólnego.
Pięć minut później stali już przy wielkich wrotach z małymi wężami, umieszczonymi przy zamku.

-Czysta krew- szepnęła cicho szatynka, dotykając lekko swoją różdżką klamkę, po chwili małe węże
spełzły z zamka i porozchodziły się. Scorpius nacisnął klamkę i przepuścił w drzwiach Laurę, zaraz
potem sam wszedł, wprost do Pokoju Wspólnego Slytherinu, pomieszczenie było wydłużone, nisko
sklepione, mieszczące się pod jeziorem, przez co po ścianach często spływały stróżki wody i śluzu z
jeziora. Pomieszczenie było ciemne, jedynym oświetleniem były podwieszone pod sufitem lampy,
które dawały zielone światło.
We wnętrzu mieścił się gustownie rzeźbiony kominek, zdobione krzesła i wygodne fotele które stały
przy bogato inkrustowanych stołach. W pokoju wspólnym było cicho jak makiem zasiał, nie było
widać nikogo. Laura usiadła na jednym z foteli, popatrzyła na niski sufit i uśmiechnęła się.
Przeciągnęła się lekko i wstała rzucając spojrzenie w stronę Scorpiusa i Albusa, po czym bez słowa
udała się do dormitorium dziewcząt. Gdy Laura weszła do Dormitorium przyglądały jej się dwie pary
oczu. Wnętrze było bardzo małe i urządzone w barwach Slytherinu, wszędzie panował chłód oraz
srogość. W małym pokoju o zielonych, szmaragdowych ścianach i szarych panelach znajdowało się
pięć łóżek, z srebrnymi kotarami i zieloną pościelą. Dokładniej z zielonym kocem oraz poszewkami na
poduszki i srebrno-szarą kołdrą. W pokoju znajdowało się pięć szaf. Każda z dziewczyn miała jedną,
na której znajdowało się lustro, przy łóżkach stały drobne szafeczki z szarego drewna na których
znajdowały się lampki stolikowe, dające przyjemne limonkowe światło.
-Cześć – powiedziała dziewczyna o długich, blond włosach i czekoladowych oczach, wstała z łóżka i
podeszła do Laury, podała jej rękę.
– Jestem Rue - przedstawiła się ściskając rękę szatynce.
-Ym, cześć – powiedziała głośno Laura – Jestem Laura Lovegood. – przedstawiła się blondynce
uśmiechając się. Puściły się i zilustrowały wzrokiem. Od pojawienia się w Dormitorium Laury ,
Veronica nic nie powiedziała, leżała sobie na łóżku jak księżniczka, a jej oczy, koloru szarego patrzyły
ciągle na szatynkę.
- Czym się interesujesz ?- zapytała niespodziewanie Rue, siadając przy stoliku pod ścianą, który miał
blat wysadzany srebrnymi kamyczkami.
-W sumie to nic specjalnego, interesuję się pływaniem i Qudditchem, a ty ? – odpowiedziała
nieznajomej Laura, również siadając przy stoliku naprzeciw Rue.
-Qudditch’em? A grasz może w drużynie Ślizgonów ? – zapytała z zaciekawieniem blondynka
.-Pewnie, jestem szukającą. Mój przyjaciel Scorpius, jest ścigającym oraz kapitanem drużyny –
odpowiedziała z tryumfalnym uśmiechem Laura, w tym momencie drzwi otworzyły się z hukiem,
stanął w nich chłopak w poobdzieranej szacie, szmaragdowo – srebrnym krawacie oraz
rozczochranych, blond włosach, jego mina świadczyła o tym że stało się coś strasznego.
-Laura, szybko!! – krzyknął Malfoy podbiegając po Laurę , złapał ją za rękę i pociągnął do wyjścia. Nie
wiedziała co się dzieje, przebiegli przez pokój wspólny, wybiegli z lochów i podążyli do łazienki
prefektów , leżał w niej nieprzytomny Fred Weasley.
-Co się stało?! – zapytała przerażona dziewczyna.
-Irytek się potknął i zwalił na nas jakiś posąg , dostał nim w głowę , akurat jak się kłóciliśmy-

powiedział najszybciej jak potrafił.
-Scorpius, znowu się z nim kłóciłeś ?
-Później to omówimy, teraz to ty go ratuj! Wysłałem patronusa do McGonagall – odpowiedział
Scorpius. Laura wyciągnęła różdżkę i uklękła przed ciałem Freda. Wokół było pełno krwi, nie mogła
uwierzyć, że Scorpius jest aż tak lekkomyślny.
-Vulnera Sanentur– szeptała Laura jeżdżąc różdżką nad ciałem Freda. Czuła do niego mieszane
uczucia, może i Weasley jej się podobał, ale ta jego udawana waleczność zawsze skreślała myśli
Laury, próbował być chamski na siłę.
-Nic mu nie będzie ? –zapytał przerażony Scorpius. - Pierwszy dzień szkoły a my już jak zwykle
wpadamy w tarapaty – powiedział Malfoy do Lovegood.
-Zamknij się Malfoy! Nie MY wpadamy w tarapaty tylko ty! - wrzasnęła na niego Laura, zaczynało ją
drażnić gadanie Scorpiusa. Rudzielec otworzył swoje piękne, czekoladowe oczy, po chwili, zauważył
że klęczy obok niego szatynka.
-Gdzie ja jestem? Co ty, tu robisz? – zapytał cicho Weasley. Scorpius to usłyszał i podszedł do Laury,
klękając przy niej i patrzył na nieruchome ciało Freda. Popatrzył chwilkę, po czym objął dziewczynę,
ta wyrwała mu się.
-Nie martw się , wszystko będzie dobrze – szepnęła Laura, Fredowi do ucha. Zobaczyła jakąś postać w
oddali zbliżającą się do nich.
-Co się stało panie Mal.... – Minerva znieruchomiałą jak zobaczyła zakrwawione ciało Weasleya, które
leżało bez ruchu.
-To nie tak jak pani myśli, pani profesor – powiedział ostatkami sił rudowłosy.
-Boże – złapała się za usta – Co tu się stało? Dobra, nie czas na odpowiedzi, Lovegood i Malfoy, do
mojego gabinetu, a ciebie prze aportujemy do skrzydła szpitalnego – odparła zdziwiona McGonagall.
Chwilę później Fred i profesor McGonagall zniknęli. Laura klęczała nieruchomo przed miejscem gdzie
leżał jeszcze chwilę temu Fred, nie mogła uwierzyć w to co widziała. Wyciągnęła przed siebie różdżkę.
-Expectro patronum – powiedziała , z końca jej różdżki wybiegł biały tygrys i pomknął przez
opustoszały korytarz.
-Jak mogłeś? Coś ty zrobił? – Zapytała Laura, jej szmaragdowe oczy był zaszklone, płakała. Tak się
bała o Scorpiusa, że mogli go wywalić. Ta myśl ją przerażała. Scorpius czuł się winny, przecież to
częściowo jego wina. Właściwie to całkowicie jego wina, powinien sobie od niego odejść, a nie się z
nim kłocić.
-Ja, ja, przepraszam, Laura ja naprawdę nie chciałem. – powiedział przejęty całą tą sprawą Score,
przybliżył się do klęczącej Laury i próbował objąć ją ramieniem, lecz ona się wywinęła po raz drugi, po
czym wstała.
-Zostaw mnie , pierwszy dzień szkoły , a ty już wszystko psujesz?! Dlaczego nie możesz uważać, na
siebie?! Dlaczego wybrałam sobie na przyjaciela osobę którą nic nie obchodzi?! To był największy
błąd, jaki popełniłam!!! – krzyczała na cały głos Ślizgonka, po czym pobiegła z płaczem w stronę
lochów, martwiła się o Scorpiusa, chciała żeby Albus poszedł z nią do gabinetu Dyrektorki,
potrzebowała go, jak nigdy.
‘Co ja zrobiłem? ‘ - pomyślał Malfoy, chowając twarz w dłonie.

poniedziałek, 21 stycznia 2013

Rozdział II


Witam Was, kochaneczki wy moje ^^ Bardzoo Wam dziękuję za komentarze... Jeżeli chodzi o rozdział, to nie jest on idealny, tak jak zawsze, lecz się staram ;-)
Co ile chcecie notki? Proszę piszcie opinie, potrzebuje jej + jeszcze dzisiaj pojawi się zakładka "Postacie" ;)
Dziękuję Sylwii za pomoc, bez niej rozdział był by gorszy, dziękuję, kochana jesteś <3
Jeżeli macie pytania to zapraszam na ASK.FM <--KLIKNIJ ;-)
Zapraszam do czytania.
Wiktoria.
-->KLIK
____________________________________________


Przyjaciele przeszli przez drzwi Wielkiej Sali i jako pierwsi usiedli przy stole Slytherinu.
-Ciekawa jestem tego, kto trafi do Slytherinu... –powiedziała Laura.
-Szczerze mówiąc, to ja też. – odparł Scorpius.Do Wielkiej Sali weszło grono pedagogiczne  i zasiedli przy swoim stole, na miejscu dyrektora usiadła Minerva McGonagall. Gdy już wszystkie stoły były zapełnione dyrektor zaczął swoją mowę;
-Witam was wszystkich, nowych oraz starszych uczniów, za chwilę odbędzie się przydział do domów nowych czarodziei  Po przydziale omówię jeszcze kilka spraw  McGonagall mówiąc to uśmiechnęła się ciepło i posłała porozumiewawcze spojrzenie panu Filchowi , ten wziął tiarę przydziału , starą czarodziejską , przykurzoną czapę, ze spiczastym czubkiem i postawił na małym stoliku nieopodal krzesła.Profesor Slughorn, jako zastępca dyrektora wziął bardzo długi pergamin z nową listą uczniów i czytał po kolei.
-Rue Green–dziewczynka o blond włosach ruszyła w stronę krzesła, po chwil na jej głowie pojawiła się tiara , która została nałożona przez pana Filcha.
-Slytherin! –wykrzyczała na cały głos tiara, dziewczynka nie pewnie ruszyła w stronę stołu  Ślizgonów, usiadła koło Veronici Douglas, chwilę później dziewczyny były pochłonięte rozmową.Albus i Scorpius byli zwróceni wzrokiem na dziewczynę o pięknych długich blond włosach i czekoladowych oczach, była średniego wzrostu i miała na sobie szatę , chwilę po tym jak usiadła do stołu Slytherinu na jej szyi pojawił się szmaragdowo-srebrny krawat , a na piersi godło Slytherinu – wąż. Rue czuła na sobie jakieś spojrzenia, odwróciła wzrok od koleżanki w stronę przyjaciół i dostrzegła chłopaka o nieprzeciętnej urodzie, miał blond włosy oraz zimne, szare oczy, uśmiechnęła się do niego, on zrobił to samo.
-Słuchacie mnie ?!- krzyknęła Laura w stronę przyjaciół.
– Nie, to nie – powiedziała.
-Laura, co Ci jest ? Przecież Cię słuchamy – powiedział zdziwiony Scorpius , patrząc w jej wielkie szmaragdowe oczy.
-No właśnie, słuchamy Cię – powiedział rozkojarzony Albus.
-Bardzo wam dziękuję! – odparła zdenerwowana dziewczyna, uderzając dłońmi o stół, słyszała to tylko mała liczba osób, ponieważ było bardzo głośno. Nikt nie interesował się już tiarą przydziału przydziału, wszyscy rozmawiali. Scorpius spojrzał na nią z miną ~Co Ci zrobiliśmy?~ , przyciągnął ją do siebie  i szepnął na ucho ;
-Spokojnie – szepcząc to uśmiechnął się do niej, był dla niej jak brat, tak samo jak Albus.
Minerva Mcgonagall podeszła do trybuny i zaczęła swoje przemówienie;
-Jak wszyscy wiecie, Śmierciożercy zaczęli teraz ponownie stakować, z tego względu w naszej szkole będą gościć Aurorzy , wybrani to Harry Potter , Ronald Weasley oraz Draco Malfoy, jeżeli będzie trzeba, przybędzie ich więcej.Teraz zajmę się chyba najprzyjemniejszą sprawą dla was, w tym roku odbędzie się impreza Halloweenowa, każdy musi mieć parę.Każdy uczeń w  Pokoju Wspólnym dostanie plan lekcji.To na tyle.Po uczcie proszę aby Prefekci domów zaprowadzili uczniów do Dormitoriów, a po tym przybyli na zebranie, które odbędzie się w moim gabinecie.Dziękuję i życzę Smacznego moi drodzy – Na stołach pojawiły się różnorodne potrawy, wszyscy zaczęli jeść prócz Malfoya i Pottera.
-No pięknie, akurat naszych ojców musieli wziąć – powiedział zdenerwowany Albus, był wściekły, jest tyle aurorów a to musiał być akurat Harry Potter.
-Jakby nie mogli wziąć samego Weasleya , poradził by sobie – zauważył Scorpius, wiedział, że jakby Weasley był sam, to by umarł.
-Oh. Nie narzekajcie – powiedziała do nich Laura, jak zawsze  z uśmiechem na twarzy.
-Dobra ... Laura mam pytanie – powiedział do przyjaciółki Scorpius, ta spojrzała na niego swoimi wielkimi oczyma i czekała.
-Taak ? –zapytała szatynka.
-Dlaczego zawsze się uśmiechasz? –zpytał się Sorpius.
-A  czy jest w tym coś złego? A ja zauważyłam że ty i Al. Bardzoo rzadko się uśmiechacie, a jak już, to nie do mnie – powiedziała czarnowłosa , z jej twarzy zszedł ciepły uśmiech.
-Oj Laura... Patrz teraz – w tej chwili blondyn uśmiechnął się do przyjaciółki, a ta odwzajemniła jego gest.Albus siedział obok nich z głową w chmurach
-Albus, zawsze możesz Rue zaprosić na imprezę Halloweenową –szturchnął przyjaciela Scorpius.
-Jaa? Nie, co ty, nie poszłaby ze mną – powiedział smutno Albus.
-Musisz być optymistą – wtrąciła się Laura. – Wiecie co ? Nie wiem jak wy ale ja bym już z chęcią się położyła spać.
-Chciałbym Ci przypomnieć że mamy jeszcze stertę słodyczy do zjedzenia – odparł Scorpius
-A no fakt, mam pomysł, niech Albus je zje – powiedziała Laura do Scorpiusa.
-Masz racje, Albus! – powiedział trochę głośniej Malfoy, na co przyjaciel się odwrócił – Masz misję, musisz zjeść słodycze, jak tak, to pomożemy Ci z Green, nam zostaw po 5 czekoladowych żab –Scorpius mówiąc to powstrzymywał się od śmiechu.
-Dziękuję Wam, teraz możecie z prefektami udać się do pokojów wspólnych. – powiedziała Dyrektorka, przyjaciele nie wiedzieli kiedy ten czas zleciał. Widząc że Ślizgoni już wyszli , oni udali się za nimi, idąc do lochów spotkali Weasleya
-No cześć Malfoy, jak tam związek z Lovegood?- zapytał z ironią Fred Weasley patrząc na trójkę przyjaciół, Scorpius na te słowa się zarumienił
-My nie jesteśmy razem, okey Weasley?- Laura mówiąc to podeszła do chłopaka-No nie wiem- odparł z złośliwością rudzielec
-Wiesz, że jesteśmy już w Hogwarcie?
-Tak, Lovegood.
-To chciałabym Ci przypomnieć że można używać czarów, chyba nie chcesz żeby twoi rodzice identyfikowali twoje zwłoki, co Weasley?- powiedziała kpiąco a zarazem złośliwie
-On nie jest tego wart ! – Scorpius pociągnął za sobą Laurę.
-Jeszcze się policzymy! – krzyknął za przyjaciółmi Weasley.Albus widząc wkurzoną Laurę rzucił;
-Weź, bo się chłopak popłacze,  pomyśleć że jesteśmy rodziną, tragedia... – po słowach przyjaciela parsknęli śmiechem.
Idąc opustoszały korytarzem Laurze nasunął się pomysł
-A może byśmy poszli pozwiedzać teren Hogwartu, co chłopaki? –
 Al i Scorp uśmiechnęli się ciepło do dziewczyny i razem ruszyli w stronę wrót szkoły. Szli w ciszy po błoniach, wdychając świeże powietrze, gdy nagle tą ciszę przerwał dość doniosły głos Albusa.-Nie wiem jak wy, ale ja bym usiadł. W sumie - rzekł z ociąganiem - to jest już ciemno i pewnie zaraz wyruszą nas szukać...
-Jak chcą to niech nas szukają- powiedział Scorpius, po czym usiedli nad jeziorem. Ktoś ich złapał z tyłu i pociągnął, wywrócili się i wyciągnęli różdżki.
-Lumos maxima- krzyknęła zdezorientowana szatynka, ich oczom ukazały się trzy postacie.

piątek, 11 stycznia 2013

Rozdział I

Hej , pierwszy raz piszę opowiadanie więc proszę o komentarze c;
_____________________________________________________________

Na peronie 9 i ¾ panował chaos. Dziewczyna o kruczoczarnych włosach szukała swoich przyjaciół
~Nie widziałam ich od końca roku~ pomyślała przygnębiona dziewczyna. Lustrując wzrokiem po peronie dostrzegła chłopca o bladej skórze oraz blond czuprynie , widząc dziewczynę uśmiechnął się miło i zaczął biec w jej stronę.
-Tęskniłem! – Powiedział uradowany Scorpius po tym jak wpadł w ramiona Laury.
-Ja też ! – westchnęła dziewczyna. Puściwszy Malfoya z uscisku pocałowała go w policzek.
-A wy co ? – powiedział zdziwiony chłopak o czarnych włosach i zielonych oczach, przyglądał im się już dłuższą chwilę .Uśmiechnięta  Laura rzuciła mu się w ramiona.
-Albus! Tak bardzo tęskniłam! – mówiąc to również cmoknęła Pottera w policzek
-Rozumiem że idziemy szukać wolnego przedziału ? –Zapytał  Scorpius.
Laura i Albus kiwnęli tylko głowami potakując.Ruszyli w stronę pociągu.
-Odprowadzali was rodzice?Bo mnie niestety chcieli odprowadzić , ale odpuścili po tym jak im powiedziałem że są nadopiekuńczy – Powiedział Al. Scorpius widział już smutek na twarzy  Laury, przyciągnął ją do siebie a ona wtuliła się w niego.
- Już dobrze. Za chwilę wejdziemy do pociągu- pocieszył Laurę.
-Dziękuję Ci , i tobie też – powiedziała uradowana dziewczyna uśmiechając się do przyjaciół.
-Przepraszam , ja nie chciałem. – powiedział z troską w głosie Albus. Ta spojrzała na niego swoimi wielkimi szmaragdowymi oczyma. Szli szukając przedziału
-Hmm.. może ten , co wy na to ? –zapytał uradowany Potter, lecz po chwili zauważył że nie będą już sami , siedziała tam Veronica Douglas , kuzynka Malfoya.
-Dobra , może być , co ty na to ? – To było skierowane do Laury która przypatrywała się temu z zakłopotaniem.
-to zły pomysł... nie lubię jej – mówiąc to skrzywiła się.
-No dobra , szukamy dalej – odparł ponuro Albus.
Idąc korytarzem w pociągu zobaczyli dwójkę gryfonów ; Jamesa Pottera oraz Freda Weasleya. Próbowali przejść niezauważeni , nie udało im się to ;
-cześć ! –powiedział James do idącej blisko niego Laury. Ta uśmiechnęła się blado , gdy nagle poczuła że ktoś ją ciągnie.
-Siedzisz z nami w przedziale ? –Zapytał się Fred , to on wziął Lovegood za rękę . Ta po ciężkich trudach , wyrwała się jemu.
-Zostaw ją Weasley , bo pożałujesz – powiedział w stronę rudego wściekły Malfoy.
-Bo co mi zrobisz ? – Zapytał się Fred , Laura przypatrywała im się , po czym krzyknęła ;
-SPOKÓJ! – słysząc to uspokoili się. -Fred , możesz się od NAS odczepić ? Zauważ że my jesteśmy wrednymi , oschłymi ślizgonami , a ty milutkim gryfonem. – powiedziała spokojniejszym tonem czarnowłosa , nie zdążyła już nic powiedzieć bo ktoś zaciągnął ją do przedziału.
-Kto to wł... ? –Nie dokończyła bo zobaczyła kto to uczynił , był to jej przyjaciel , Scorpius.
-Przepraszam , to moja wina , mogliśmy iść do pierwszego lepszego przedziału ... – powiedziała zakłopotana Lovegood.Stała w progu , nie miała pojęcia gdzie usiąść.
-Nie ma sprawy Laura , najważniejsze że nikomu nic się nie stało. – Malfoy mówiąc to uśmiechnął się ciepło o Laury , na co ta odpowiedziała tym samym.
-Siadaj koło mnie. – powiedział po chwili Score. Dziewczyna nie odmowiła i siadając koło przyjaciela wtuliła się w niego , on i Al. Wiedzieli ze cos jest nie tak. Patrzyli na nią z niepokojem, oczekując wyjaśnienia.
-To dzisiaj , rocznica śmierci rodziców.Minęły już prawie cztery lata – wypowiedziała dziewczyna. Al  patrzył z niepokojem na Laurę. Wiedział jak musi cierpieć, bo w koncu jej mama była bardzo bliską przyjaciółką rodziny , ta samo jak Neville , jej ojciec.
Blondyn nie mógł już patrzyć jak jego przyjaciółka żyje wspomnieniami.
-Obiecuję Ci Laura , że złapie tego kto ich zabiła i ja zabiję jego. – powiedział ze złością w głosie malfoy , na co dziewczyna odpowiedział podniesieniem głowy , spojrzała w jego szare tęczówki, było widać w nich strach , lęk , troskę oraz miłość jaką ją darzył , byli dla siebie jak rodzeństwo, którego obydwoje nie mieli...
-Dziękuję Wam za to że jesteście zawsze przy mnie , wtedy gdy was potrzebuję. – powiedziała rozmarzonym głosem Laura. Po chwili zasnela.
-Laura , Laura!- krzyczał Albus , szturchając śpiącą dziewczynę w ramię.
Czarnowłosa po krótkim czasie otworzyła oczy , nie wiedziała gdzie jest, po chwili już sę troszkę zorientowała.
-Po co tak krzyczysz ? Przecież słyszałam. – Uśmiecheła się Laura, zauważyła że leży na poduszce i przykryta kocem.
-Ymm... Mam pytanie. – powiedziała ze skwaszoną miną  – Jak ja się tu znalazłam ? W sensie takim że jestem przykryta kocem i lezę a nie nie przypominam sobie ze sie kładłam , a w ogóle gdzie Scorpius ?
-Ja i Score położyliśmy Cię , budziliśmy Ciebie z pięć razy ale ty nie reagowałaś, wcale.Więc Scorpius pomyślał że przyda się pomoc i chciał iść do dyrektora , ale ja go powstrzymałem i uspokoiłem.-odpowiedział Al.
-To więc gdzie jest Score ?- zapytała ponownie Lovegood, licząc na odpowiedz.
-Poszedł po czekoladę , pomyślał że dobrze Ci zrobi.- uśmiechnął się malowniczo Albus.Dziewczyna chciała wstać już prawie położyła nogę na podłodze, gdy nagle do przedziału wszedł obładowany słodyczami Scorpius.
-Ooo.. Śpiąca królewna wstała.Jak się spało ?-Zapytał Scorpius , rozsypując  po siedzeniu słodycze , Laura usiadła po turecku i odgarnęła włosy z twarzy, lustrując wzrokiem po słodkościach.
-Dobrze , a jak miało się spać ? O , Scorpius , masz szminkę na uchu . –powiedziała Laura puszczając oczko do Albusa.
-Co ?! – Powiedział zszokowany Malfo wycierając oboje uszu.
-Zartowałam ! – Powiedziała ze śmiechem Laura , po czym Albus zareagował tak samo i obydwoje się śmiali, a Scorpius po dłuższym czasie się do nich dołączył.
-Ale to było mało śmieszne, tak trochę – powiedział przez śmiech Scorpius, Laura i Albus śmiali się dalej. Po chwili do przedziału przyszła dziewczyna o blond włosach i oczach czarnych jak noc. Była niska, i miała bladszą cerę od Malfoya.
-Ej, zaraz będziemy w Hogsmade , McGonagall kazała wam się przebierać w szaty. A ty – to było skierowane so Scorpiusa – masz może ochotę pojecheć z nami ? – Zapytała się Discordia.
Laura i Albus byli już poddenerwowani.
-On jedzie z nami , mała – powiedział Albus. Scorpius miał już dość tej Nott, zawsze chciała się z nimi przyjaźnić.
-Nie rozmawiam z tobą , Potter. – odparła Nott, po czym wyszła.
-Dobra , trzeba to gdzieś schować , bo już nie zdążymy tego zjeść – powiedział Albus wyczekując odpowiedzi od przyjaciół.
-Hmm... W sumie to wziełam sakiewkę którą dostałam od Hermiony-powiedziała Laura , wyciągając malutką sakiewkę z kieszeni.
-To wszystko ma się tam zmieścić ? – zapytał zdziwiony Scorpius.
-Jest na to rzucone zaklęcie pomniejszająco – powiększające – mówiąc to szatynka lekko się uśmiechnęła i zaczęła wkładać słodyczę , o dziwo się mieściły – Nie pomożecie mi ? –zapytała , chwilę później przyjaciele dołaczyli do niej i razem wkładali słodycze do „torebeczki”.Gdy skończyli Zaczeli nakładać na swoje ciuchy czarne szaty , zielono-srebrne krawaty oraz przypieli sobie herb Slytherinu na prawą pierś. Po czym razem wyszli z przedziału.
-Macie już wszystko ? –Zapytała przyjaciół Laura.
-A jakby inaczej. – powiedział Albus.
-Ja nie mam jednej książki , bo już jej nie było.- powiedział Scorpius.
-Ja nie wiem czy spakowałam pergamin – powiedziała  ze skwaszoną miną Laura – a w ogóle to nie chce znowu być w jednym drmitorium z Douglas , ona jest straszna.
-Moja kuzynka , jest aż taka straszna ? –zapytał Malfoy.
-No raczej , nie widzisz jak sie zachowuje ? – powiedział Potter.
-Jest po prostu indywidualistką .  – Powiedział Scorpius
-Nom , z nikim się nie przyjaźni i nie koleguje.- odpowiedział Al.
-No chyba , nie bedziemy teraz  o niej rozmawiac ? Weźcie , jest jeszcze lato i jest nawet ciepło , z tego co słyszałam za tydzien juz pierwszy wypad do Hogsmade, więc luz. – powiedziała ze spokojem Laura, wszyscy ruszyli do karocy.

Obserwatorzy